Od dziecka pasjonowały mnie zwierzęta, jako kilkulatka zbierałam kartki pocztowe z wizerunkami psów, kotów i koni. Co święta wysyłałam list do Mikołaja z prośbą o pieska, niestety bez efektu. W końcu rodzice dali się przekonać i tak najpierw zamieszkał z nami chomik, potem papużki faliste. Kiedy okazało się, że jednak potrafię zajmować się zwierzakami i nie jest łatwo mnie zniechęcić, zamieszkał z nami pies.
Po opuszczeniu domu rodzinnego i założeniu własnej rodziny oczywiści najszybciej jak to było możliwe kupiliśmy sunie labradorkę Etnę. Cztery lata później dołączyła do nas filka Amiga. Kiedy rodzina była już w komplecie znalazłam pod blokiem brzydkie czarne chude kocie, mąż zgodził się wziąć to, to na kilka dni i poszukać brzydalowi dobrego domku. Tak zamieszkała z nami kotka Zmora i wpadłam po uszy, ja dotąd psiara zakochałam się bez pamięci w kocie. Jednak jak wiadomo każde zwierzę powinno mieć jakiegoś towarzysza swojego gatunku by nie czuć się samotnie, zaczęłam więc pomalutku oswajać męża z myślą o posiadaniu nie jednego a 2 kotów. Niestety dostałam stanowcze veto, powodem było to, że kolejne zwierzę będzie rozsiewać włosy po mieszkaniu. Faktycznie przy dwóch psach i kocie włosy były wszędzie na ubraniach, meblach a nawet w lodówce.
Wpadłam wtedy na pomysł zakupu sfinksa, w końcu ta rasa włosów nie gubi. Po kilku miesiącach zapoznawania się z rasą jeżdżenia po wystawach i rozmowach z hodowcami zdecydowaliśmy się kupić kotkę tej rasy - Zjawę. Została ona sprowadzona z Ukrainy, jako kotka hodowlana, chociaż jeszcze wtedy nie wiedziałam czy będę zakładać hodowle. Zjawa okazała się strzałem w dziesiątkę a opowieści hodowców o sfinksach wcale nie były przesadzone. "Łysa" bardzo szybko skradła nasze serca. Przekonaliśmy się, że sfinks to nasz koci ideał, wesoły, szybki, zwinny, inteligentny, kochający wszystkich - ludzi i zwierzęta. Do tego niesamowicie przyjacielski pozbawiony agresji i ciągle towarzyszący swojemu człowiekowi, podczas sprzątania, gotowania, czytania, kąpieli i snu. Postanowiłam wziąć nasz ideał na kilka wystaw by upewnić się, że nie tylko w moich oczach jest taka "Naj".
Okazało się, że faktycznie jest bardzo dobrym przedstawicielem swojej rasy i tak zaczęła się moja przygoda z hodowlą tych cudownych łysych stworzeń - która trwa do dziś...



 



Projekt i wykonanie: Webkreacje.pl      Wszelkie prawa zastrzeżone!